Nie tylko w naszej grupie, ale i na innych forach, są dyskusje...

Nie tylko w naszej grupie, ale i na innych forach, są dyskusje jednoznacznie świadczące o różnych źródłach błędów przy budowie domów. Czas więc, by przybliżyć ten problem.

W zdecydowanej większości przypadków inwestorzy nie są świadomi, że projekty budowlane ich domów zawierają błędy oraz niedomówienia skutkujące błędami. Najczęściej błędy w projektach dotyczą hydroizolacji, paroizolacji oraz termoizolacji. Są to główne i ważne obszary fizyki budowli. Skąd się biorą błędy w projektach? Przyczyn jest kilka, ale jedna z nich i najważniejsza, to brak wiedzy projektantów w zakresie fizyki budowli. Wynika to z faktu, iż w programie studiów na architekturze, fizyka budowli niemal nie istnieje i jest traktowana jak piąte koło u wozu. Wymiar godzin przedmiotu obejmującego instalacje sanitarne (ogrzewnictwo i wentylację), gdzie się wspomina o fizyce budowli, ma tyle samo co zajęć z WF - czyli tyle, co nic. Brak egzaminu, laboratorium i ćwiczeń z tego przedmiotu, skutkuje, że studenci go lekceważą. W praktyce i tak te zagadnienia projektują architektom branżyści (instalatorzy), ale otrzymują za swoją pracę dosłownie „grosze”, co skutkuje takim też poświęceniem - projektuje się tyle, by projekt uzyskał pozwolenie na budowę i obowiązującą charakterystykę energetyczną. Generalnie, mogę stwierdzić, że ta część projektu „jest na odwal”. Świadczą o tym błędne dane wyjściowe, błędne wyliczenia „z grubsza”, nie odpowiadające rzeczywistości parametry urządzeń itd. Błędnie są też obliczane współczynniki przenikania ciepła U, sprawności eksploatacyjne systemów czy rozdział powietrza w budynku. O tym wszystkim świadczą najlepiej odwołania się w opisach technicznych i rysunkach do... wymagań producentów. Jest to o tyle żenujące, że każdy producent w swoich Kartach Technicznych zawiadamia (wprawdzie drobnym druczkiem, ale czytelnie), że... nie ponosi odpowiedzialności za poszczególne wdrożenia. Czym więc skutkuje „odbijanie piłeczki” przez autora projektu? Tym, że ktoś ostatni w szeregu musi podjąć decyzję o konkretnym rozwiązaniu. Kto?

Jeśli inwestor szanuje swoje pieniądze, to zatrudnia prawdziwego kierownika budowy i jemu płaci za kierowanie budową i od niego wymaga uszczegółowienia rozwiązań. Jeśli kierownik jest fikcją, tj. służy tylko do podpisania Dziennika Budowy na koniec budowy, wówczas inwestor sam decyduje o rozwiązaniach niedopowiedzianych w projekcie. Wtedy albo szuka szczęścia na forach, albo czyta tu i ówdzie, albo zdaje się na wykonawców. Na forach niczego porządnego nie znajdzie - to z definicji, w kolorowych pismach same reklamy, zaś wykonawca - jak wyrobnik - dba o swoją kieszeń, a nie kieszeń inwestora, więc poleca rozwiązania, które zna a najczęściej te, za które od sprzedawców otrzymuje solidne upusty bądź prowizje, o czym inwestor nie wie i daje się nabrać na argumenty „soczystej nowomowy” ile to już wykonawca nie zbudował i wszyscy są zachwyceni.

Jak zatem uniknąć błędów? Na pewno jeszcze dużo wody upłynie w rzekach zanim wszyscy architekci i inni projektanci zapoznają się z moją książką. Nawet nie wiem, czy to kiedykolwiek nastąpi - sądząc po nikłym jak dotąd ich zainteresowaniu moim dziełem. Na pewno nie szybko ministerstwo budownictwa wprowadzi nową specjalność do uprawnień FIZYK BUDOWLI, o co zabiegam dokładnie od roku 2000 i nie wywołuje to zainteresowania ani ze strony Izby Architektów, ani PIIB, ani ministerstwa. Według nich problemów z fizyką budowli nie ma, choć zjawiska te są i będą do końca świata. Na pewno inżynierowie sprawujący funkcje kierowników budów jak też wykonawcy też nie szybko zaopatrzą się w moją książkę. Na pewno inwestorzy budują i budować będą. Na pewno więc błędy są i będą, co zawsze odbija się na kieszeni inwestorów.

Jakie więc jest wyjście - przynajmniej na dzisiaj? Inwestorzy mają potężne narzędzie w postaci mojej książki. Jej cena jest symboliczna na tle czekających wydatków na usuwanie błędów. Za to zawiera ważne i kluczowe informacje, by błędów uniknąć. Inwestor może być kompletnym laikiem, ale z książki skorzysta. Miałem to na uwadze, więc pierwsza część książki jest czytelna dla każdego - nawet dyletanta, zaś w drugiej zawarłem podstawy tego, co w pierwszej części. Zatem, druga część jest kompendium podstaw fizyki budowli dla osób z wyższym wykształceniem budowlanym, ale nie tylko. Są tam też moje komentarze i wnioski, które są czytelne i bezcenne dla każdego. Mając tę książkę w ręku, a dokładniej po przetrawieniu jej pierwszej części, inwestor będzie umiał ocenić nie tylko swój projekt, nie tylko opinie i sugestie kierownika budowy, ale przede wszystkim będzie umiał rozmawiać z wykonawcami i będzie umiał skontrolować ich poczynania podczas budowy. To działa silniej, gdyż przy takiej wiedzy inwestora, każdy uczestnik procesu budowlanego: projektant, kierownik budowy czy wykonawca - dostrzeże, że inwestora nie da się „wpuścić w maliny”, co będzie skutkować większą ich starannością i wybije z głowy próby nieuczciwości.

Tyle i aż tyle. Dodatkową zaletą jest też moja pomoc dla posiadaczy mojej książki. W efekcie, macie Państwo jasną drogę do ucieczki od błędów. Malkontentom zwracam uwagę, że to jest receptą, a nie reklamą. Wahającym się przypominam, że miałem w ręku 2 tysiące projektów budowlanych i na tylu obiektach konsultowałem - żaden z nich nie był bez błędów, a błędy skutkowały gigantycznymi kosztami ich usuwania.

Odpowiedz na ten wątek

Ta strona używa plików cookie i innych technologii śledzenia do rozróżniania poszczególnych komputerów, ustawiania spersonalizowanych usług, celów statystycznych i analitycznych oraz dostosowywania treści i reklam. Ta strona może również zawierać pliki cookie innych firm. Jeśli nadal korzystasz z witryny, zakładamy, że akceptujesz bieżące ustawienia, ale możesz zmienić je w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj: Polityka prywatności