No i w pizduuuu i wylądował! Wczoraj o 18:30, nasza najdroższa...

No i w pizduuuu i wylądował!

Wczoraj o 18:30, nasza najdroższa telewizja państwowa wyemitowała wreszcie dwa pierwsze odcinki “Korony królów”, która od ładnych kilku miesięcy była (i nadal będzie) tematem wszelkiej maści internetowych podśmiechujek. Nie będę ukrywał, że od dawna zastanawiałem się, co z tego wszystkiego wyniknie, jaki będzie efekt końcowy produkcji naszego polskiego przeboju historycznego. Wczorajszego wieczoru usadziłem więc swoje cztery litery przed telewizorem i obejrzałem, co mi zapodano…

Byłem gotów przeprowadzić w tym miejscu całkowitą masakrację najnowszego dzieła TVP. Zjechać to z góry na dół, wytknąć całe tony błędów, wylać pełne wiadro pomyj, które zawierał scenariusz składający się na jak dotąd jedynie godzinę tego wątpliwej jakości widowiska. Nadal zamierzam to zrobić. Wpierw, chcę jednak zwrócić uwagę na coś innego, czego nikt zdaje się nie zauważać. Albo raczej nie chce zauważyć.

“Korona królów” to nie wysokobudżetowy serial, emitowany raz w tygodniu, który ma zdobyć wiernych fanów. Tu nie zatrudnia się rzeszy aktorów z wielkiego ekranu, pierwszoligowych scenarzystów. Akcja nie przenosi nas w szereg kolejnych lokacji (chyba, że za takowe uznać różne pomieszczenia na planie), szczegółowo przygotowanych przez scenarzystów. Charakteryzatorzy albo wcale nie są potrzebni, ale mają do dyspozycji tak mały budżet, że nie pozostaje im nic innego jak tylko mieć wyjebane na to, jak wyglądają kostiumy. To TELENOWELA, jak sama zaznaczyła Ilona Łepowska, konsultant scenariuszowy, w odpowiedzi na nieustające przyrównania do “Gry o Tron”. Telenowela. Pomyślcie, z czym Wam się kojarzy to słowo? Jakie produkcje tego typu mogliście przez lata zobaczyć na polskich stacjach telewizyjnych? “Klan”, “M jak miłość”, “Barwy szczęścia”, “Plebania”, “Samo życie”? Przemilczmy już fakt, że większość z tych tytułów ciężko nawet określić pełnoprawną definicją telenoweli. Ale to właśnie one, od ponad dwudziestu lat, karmią wieczorami umysły Polaków. Hanki Mostowiaki wjeżdżające w kartony, Ryśki z Klanu upadające na podłogę… W związku z tym cieszy mnie fakt, że na anteny trafiło wreszcie coś, co przynajmniej imituje jakąś namiastkę fabuły, w tym przypadku opartą nawet o kontekst historyczny. To lepsze niż bezustanny drenaż mózgu kolejnymi miłosnymi pierdololo i zhiperbolizowane dramaty, których główną osią fabularną jest przebita opona w aucie albo przeziębienie dziecka. Wreszcie ktoś pokusił się więc o jakieś urozmaicenie.

Czy warto zatem zapoznać się z historią Polski w wersji telewizji polskiej?

Nie kurwa. Absolutnie, za nic w świecie. To serial przeznaczony dla osób, które nie mają w zwyczaju zadawać tego typu pytań.

“Korona królów” będzie się cieszyć największą popularnością wśród przysłowiowych Grażyn, które rozłożą deskę do prasowania przed ekranem, by od czasu do czasu na niego zerkać i podniecać się rozterkami miłosnymi Kazimierza Wielkiego i jego żony. Nie będą zwracać uwagi na stroje, w które mogłyby się ubrać dzieci na szkolnym przedstawieniu, czy wybitnie chujową scenografię i choreografię. Nie będzie ich obchodzić, że bardziej ekscytujące pojedynki na miecze, niż ten zaprezentowany w pierwszym odcinku, można zobaczyć na placu zabaw przed blokiem.

Nie ma co ukrywać, że serial jest okropny. Widać to już po pierwszych dwóch epizodach. Sztuczna sterylność średniowiecza, okropne dialogi, aktorstwo z ulicy… Kamera nieudolnie stara się ukryć mankamenty planu zdjęciowego, zwłaszcza w plenerze. Turniej rycerski, nakręcony jedną kamerą z dachu (i to z szeregiem jebanych cięć) to coś, czego doświadczycie tylko tutaj. Widoczna jest również bezczelna inspiracja “Grą o tron”, nie tylko w intrze serialu, ale i fakcie, że grająca Aldonę Marta Bryła rozbiera się do naga już w siódmej minucie, robiąc to wyraźnie bez potrzeby, na siłę. Goła baba jest? Jest panie producencie, możemy odhaczyć z listy. Nawet grany przez Rogacewicza Jaśko stylizowany jest na uboższą wersję Jaimiego Lannistera. Ciekawe, kiedy mu ujebią rękę.

Może gdyby Jacuś Kurski wyciągnął z kieszeni swojej stacji trochę więcej hajsu i zdecydował się na serial z prawdziwego zdarzenia, emitowany raz w tygodniu, z prawdziwą ekipą aktorów i scenarzystów, moglibyśmy o czymś rozmawiać. Na obecną chwilę nie mamy jednak o czym. “Korona królów” to dzieło przeznaczone do oglądania kątem oka jak każda polska telenowela. Cieszmy się jednak, że jest. To mniejsze zło w porównaniu z tym, czym karmiły nas podobne produkcje dotychczas. A na koniec moja ulubiona scena z pierwszego odcinka:

Most strzeżony przez dwóch wartowników. Zbliża się do nich zataczający się łachmaniarz (oczywiście czyściutki):

STRAŻNIK I: “Jakiś dziwny człowiek.”

STRAŻNIK II: “No, widzę właśnie.”

Koniec sceny.

XD

~ Mr. Red

https://www.facebook.com/kulturalniezazenowani/ https://www.facebook.com/kulturalniezazenowani/photos/a.444594589275668.1073741828.444166555985138/477249502676843/No i w pizduuuu i wylądował!

Wczoraj o 18:30, nasza najdroższa telewizja państwowa wyemitowała wreszcie dwa pierwsze odcinki “Korony królów”, która od ładnych kilku miesięcy była (i nadal będzie) tematem wszelkiej maści internetowych podśmiechujek. Nie będę ukrywał, że od dawna zastanawiałem się, co z tego wszystkiego wyniknie, jaki będzie efekt końcowy produkcji naszego polskiego przeboju historycznego. Wczorajszego wieczoru usadziłem więc swoje cztery litery przed telewizorem i obejrzałem, co mi zapodano…

Byłem gotów przeprowadzić w tym miejscu całkowitą masakrację najnowszego dzieła TVP. Zjechać to z góry na dół, wytknąć całe tony błędów, wylać pełne wiadro pomyj, które zawierał scenariusz składający się na jak dotąd jedynie godzinę tego wątpliwej jakości widowiska. Nadal zamierzam to zrobić. Wpierw, chcę jednak zwrócić uwagę na coś innego, czego nikt zdaje się nie zauważać. Albo raczej nie chce zauważyć.

“Korona królów” to nie wysokobudżetowy serial, emitowany raz w tygodniu, który ma zdobyć wiernych fanów. Tu nie zatrudnia się rzeszy aktorów z wielkiego ekranu, pierwszoligowych scenarzystów. Akcja nie przenosi nas w szereg kolejnych lokacji (chyba, że za takowe uznać różne pomieszczenia na planie), szczegółowo przygotowanych przez scenarzystów. Charakteryzatorzy albo wcale nie są potrzebni, ale mają do dyspozycji tak mały budżet, że nie pozostaje im nic innego jak tylko mieć wyjebane na to, jak wyglądają kostiumy. To TELENOWELA, jak sama zaznaczyła Ilona Łepowska, konsultant scenariuszowy, w odpowiedzi na nieustające przyrównania do “Gry o Tron”. Telenowela. Pomyślcie, z czym Wam się kojarzy to słowo? Jakie produkcje tego typu mogliście przez lata zobaczyć na polskich stacjach telewizyjnych? “Klan”, “M jak miłość”, “Barwy szczęścia”, “Plebania”, “Samo życie”? Przemilczmy już fakt, że większość z tych tytułów ciężko nawet określić pełnoprawną definicją telenoweli. Ale to właśnie one, od ponad dwudziestu lat, karmią wieczorami umysły Polaków. Hanki Mostowiaki wjeżdżające w kartony, Ryśki z Klanu upadające na podłogę… W związku z tym cieszy mnie fakt, że na anteny trafiło wreszcie coś, co przynajmniej imituje jakąś namiastkę fabuły, w tym przypadku opartą nawet o kontekst historyczny. To lepsze niż bezustanny drenaż mózgu kolejnymi miłosnymi pierdololo i zhiperbolizowane dramaty, których główną osią fabularną jest przebita opona w aucie albo przeziębienie dziecka. Wreszcie ktoś pokusił się więc o jakieś urozmaicenie.

Czy warto zatem zapoznać się z historią Polski w wersji telewizji polskiej?

Nie kurwa. Absolutnie, za nic w świecie. To serial przeznaczony dla osób, które nie mają w zwyczaju zadawać tego typu pytań.

“Korona królów” będzie się cieszyć największą popularnością wśród przysłowiowych Grażyn, które rozłożą deskę do prasowania przed ekranem, by od czasu do czasu na niego zerkać i podniecać się rozterkami miłosnymi Kazimierza Wielkiego i jego żony. Nie będą zwracać uwagi na stroje, w które mogłyby się ubrać dzieci na szkolnym przedstawieniu, czy wybitnie chujową scenografię i choreografię. Nie będzie ich obchodzić, że bardziej ekscytujące pojedynki na miecze, niż ten zaprezentowany w pierwszym odcinku, można zobaczyć na placu zabaw przed blokiem.

Nie ma co ukrywać, że serial jest okropny. Widać to już po pierwszych dwóch epizodach. Sztuczna sterylność średniowiecza, okropne dialogi, aktorstwo z ulicy… Kamera nieudolnie stara się ukryć mankamenty planu zdjęciowego, zwłaszcza w plenerze. Turniej rycerski, nakręcony jedną kamerą z dachu (i to z szeregiem jebanych cięć) to coś, czego doświadczycie tylko tutaj. Widoczna jest również bezczelna inspiracja “Grą o tron”, nie tylko w intrze serialu, ale i fakcie, że grająca Aldonę Marta Bryła rozbiera się do naga już w siódmej minucie, robiąc to wyraźnie bez potrzeby, na siłę. Goła baba jest? Jest panie producencie, możemy odhaczyć z listy. Nawet grany przez Rogacewicza Jaśko stylizowany jest na uboższą wersję Jaimiego Lannistera. Ciekawe, kiedy mu ujebią rękę.

Może gdyby Jacuś Kurski wyciągnął z kieszeni swojej stacji trochę więcej hajsu i zdecydował się na serial z prawdziwego zdarzenia, emitowany raz w tygodniu, z prawdziwą ekipą aktorów i scenarzystów, moglibyśmy o czymś rozmawiać. Na obecną chwilę nie mamy jednak o czym. “Korona królów” to dzieło przeznaczone do oglądania kątem oka jak każda polska telenowela. Cieszmy się jednak, że jest. To mniejsze zło w porównaniu z tym, czym karmiły nas podobne produkcje dotychczas. A na koniec moja ulubiona scena z pierwszego odcinka:

Most strzeżony przez dwóch wartowników. Zbliża się do nich zataczający się łachmaniarz (oczywiście czyściutki):

STRAŻNIK I: “Jakiś dziwny człowiek.”

STRAŻNIK II: “No, widzę właśnie.”

Koniec sceny.

XD

~ Mr. Red

Odpowiedz na ten wątek

Ta strona używa plików cookie i innych technologii śledzenia do rozróżniania poszczególnych komputerów, ustawiania spersonalizowanych usług, celów statystycznych i analitycznych oraz dostosowywania treści i reklam. Ta strona może również zawierać pliki cookie innych firm. Jeśli nadal korzystasz z witryny, zakładamy, że akceptujesz bieżące ustawienia, ale możesz zmienić je w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj: Polityka prywatności