Od 2 miesięcy mamy w domu psicę - w typie wyżła niemieckiego...

Od 2 miesięcy mamy w domu psicę - w typie wyżła niemieckiego - z dysplazją bioder i postanowiłam tutaj szukać wsparcia i informacji. Sporo już wyczytałam, dostałam też fantastyczną listę miejsc do pływania w okolicach Warszawy😄 Podzielę się jednak więcej, co i jak z naszą psicą, zwłaszcza, że ostatni tydzień przyniósł dużo zmian. Podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... Tayga ma ok. 5 lat. 2 miesiące temu wzięliśmy Ją ze schroniska z diagnozą ciężkiej dysplazji bioder ze zmianami zwyrodnieniowymi, jednak z info, że na ten moment psiak nie czuje bólu i dobrze sobie radzi z chorobą. Już po adopcji odzwiedziliśmy trochę gabinetów wet. (w tym speców od chorób stawów) - bez panikowania, raczej żeby zdobyć rozeznanie o stanie psicy, zrobić podstawowe badania, zweryfikować kwestię dysplazji. Wszędzie słyszeliśmy, że faktycznie dysplazja jest bardzo zaawansowana, radiologicznie sytuacja jest bardzo poważna, niemniej jednak fizjologicznie psica jest w 'zaskakująco dobrej kondycji'. Obserwując Ją na codzień też mieliśmy podobną ocenę sytuacji. Zalecenia były: suplementacja, trzymanie wagi, środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, gdyby pojawił się ból, no i pływanie - jak najwięcej pływania, by wzmocnić mięśnie w bezpiecznym środowisku.

Ostatnio wyjechaliśmy na urlop, w trakcie którego 'Młoda' okulała na tylną łapę. Stres był nielada, telefon do naszego weta - tutaj duża wdzięczność za natychmiastową reakcję i 'zimną głowę', gotowość z naszej strony, by natychmiast wracać. Wet nas uspokoił, zalecił podać tabletki, w które nas wyposażył przed wyjazdem (na wszelki wypadek), dać więcej niż normalnie odpocząć i faktycznie sytuacja się 'unormowała'. Niemniej jednak postanowiliśmy skonsultować stan psicy w danym momencie z ortopedą - sprawdzić, czy nie doszło do zwichnięcia lub innych problemów. Los chciał, że z różnych miejsc dostawałam info o dr Novaku, a nasz urlop był blisko czeskiej granicy. Co więcej udało nam się umówić na dodatkową wizytę, z samego rana. Udało nam się znaleźć nocleg w Bohuminie (do tego na parterze). Wszystko nieco abstrakcyjnie i na adrenalinie, w stresie, ale jak to mówią szczęście w nieszczęściu...

Dr Novak potwierdził bardzo zaawansowany stan dysplazji i zwyrodnienia stawów, wykluczył zmiany w kręgosłupie (których też się obawialiśmy) i zaproponował dwa rozwiązania: FHO (osteotomię głowy kości udowej) lub implanty stawów biodrowych. Efekt jest taki, że 15.09. mamy umówiony termin pierwszej operacji - pierwsze biodro będzie poddane FHO. Potem drugie po 6-8 tyg. Implanty na ten moment mają jednak zbyt wysoką cenę i duże ryzyko, że mogą wystąpić komplikacje (odrzucenie implantu)😦 Z jednej strony szkoda, gdyż już wcześniej rozważaliśmy taką opcję, natomiast osteotomię traktowaliśmy jako ostateczną ostateczność. Z drugiej strony, dowiedzieliśmy się, że stwierdzenie 'stan fizjologiczny jest zaskakująco dobry' było nad wyraz optymistyczne. Tayga jest w chronicznym bólu, nauczyła się z tym żyć, bo towarzyszy Jej już od dawna i nie zna na ten moment innego stanu rzeczy... Dwa - Jej stan nie będzie się stabilizował poprzez działania zachowawcze. Trzy - absolutnie nie wolno Jej wykonywać żadnych ćwiczeń, w tym pływać!

Także chciałabym się z Wami podzielić tymi dwoma kwestiami (może dla niektórych oczywistymi):

  1. To że pies nie sygnalizuje wokalnie bólu, nie jest osowiały, wręcz jest radosny, zachowyje się jak codzień, nie znaczy, że bólu nie czuje - właśnie czytamy opracowanie amerykańskiego weta o 'niemym krzyku z bólu'. Gdyby ktoś był zainteresowany podeślę link lub pdf - jest darmowy na Jego stronie. Kilka rzeczy było dla nas zaskakujące, gdyż obserwujemy je na codzień u Taygi i nie przyszło nam do głowy, że za tym stoi ból. Jak i nie wspominali o tym weci, gdy pytaliśmy o odczuwanie bólu u Taygi.
  2. Pływanie nie jest świetnym rozwiązaniem dla wszytskich dysplastyków. Dlatego pytajcie swoich wetów, czy na pewno pies powinien pływać.

Chcę też bardzo podziękować za to, jak prężnie działa ta grupa i jak wiele doswiadczeń można tutaj znaleźć i z nich się uczyć, wyciągać wnioski. Bardzo pomogła nam lista polecanych wetów. W chwili, gdy byliśmy daleko od domu i naszego środowiska, była ogromnym wsparciem!

I jeszcze na koniec chciałam dopytać, czy ktoś z Was przechodził ze swoim psiakiem podobne zabiegi (FHO)? Jak radziliście sobie po? Jak psiaki radziły sobie po? Na co zwrócić uwagę? Będę wdzięczna za podzielenie się doświadczeniem.

Odpowiedz na ten wątek

Ta strona używa plików cookie i innych technologii śledzenia do rozróżniania poszczególnych komputerów, ustawiania spersonalizowanych usług, celów statystycznych i analitycznych oraz dostosowywania treści i reklam. Ta strona może również zawierać pliki cookie innych firm. Jeśli nadal korzystasz z witryny, zakładamy, że akceptujesz bieżące ustawienia, ale możesz zmienić je w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj: Polityka prywatności