Przedstawiam historię pewnej budowy niedawno zaczętej - niestety...

Przedstawiam historię pewnej budowy niedawno zaczętej - niestety bez mojej książki, czemu ubolewa inwestor. Historia na tyle częsta, że zamieszczam ją, by przestrzec naiwnych inwestorów, że wszyscy robią błędy, ale nie na ich budowie.

W połowie maja br. inwestor rozpoczął budowę wymarzonego domu. Zatrudnił wykonawcę ogłaszającego się jako fachowego i z doświadczeniem. Wykonano dość płytkie wykopy - właściwie zdejmując tylko humus a nie naruszając niżej leżącej gliny. W niej sprawnie wykopano rowy rezygnując z szalunków - mimo, iż projekt budowlany przewidywał zarówno beton podkładowy w szalunkach, jak i ławy. Miało być sporo taniej i szybciej. Przekonano o tym inwestora, który nawet z uznaniem przyjął opowieści wykonawcy, że tak dba o kieszeń inwestora i już na starcie pomaga mu zaoszczędzić na budowie.

W rowy wylano beton podkładowy i zaraz przystąpiono do zbrojenia ław, rdzeni i słupów. Oczywiście, o hydroizolacji nikt nie mówił, bo i projekt jej nie przewidywał, zaś wykonawca też, bo... „tak zawsze budujemy”. Kiedy uporano się ze zbrojeniem i czekano na beton z wytwórni, lunął intensywny deszcz. Wyszło na jaw doświadczenie wykonawcy, któremu nawet mięsień na twarzy nie drgnął w reakcji na zalanie błotem betonu podkładowego i... zbrojenia, które miejscami utopiło się w błocie. Beton przyjechał i wylano w rowach - a jakże, tyle że zużyto 12 m3 betonu więcej niż przewidywał projekt. Owszem, spotykam wykonawców bezmyślnych, ale aż tak, to nieczęsto. W efekcie, ławy przyjęły kształt gruntu a nie rysunków z projektu. Sądzę, że można by zgłosić to do konkursu na głupotę i byłoby „podium”.

Nie bacząc na fakt, że kolejne deszcze spiętrzyły się i nad ławami, po zgarnięciu z grubsza błota, położono kolejny „wynalazek” tj. membranę plastikową na zarysie ławy. Drobna przeszkoda, jaką okazały się zbrojenia słupów i rdzeni, to żadna przeszkoda dla „fachowego” wykonawcy - po prostu ucięto membranę. W dniu 13 czerwca zakończono murować fundament z bloczków a już na drugi dzień zagruntowano bloczki i nanoszono hydroizolację bitumiczną. Wykonywanie hydroizolacji bez czekania na wyschnięcie zaprawy, to też domena domorosłych „fachowców” - wręcz plaga.

Tu znowu doświadczenie fachowego wykonawcy wzięło górę i przekonał inwestora, że od zewnątrz trzeba „lepszą” hydroizolację zrobić, bo to od strony deszczów, a od wewnątrz wystarczy zwykła emulsja, bo „panie pod domem przecież deszcz nie pada”. Inwestor był rad, bo znowu trochę grosza się zaoszczędziło, a co fachowiec, to fachowiec - pomaga inwestorowi, który o budowie wie tyle, że są fundamenty, ściany, okna i dach. Po kilku dniach przyklejono styropian na fundamenty od zewnątrz, położono membranę kubełkową (a jakże kubełkami do styropianu) i wykopy od zewnątrz ochoczo, bo ciągniko-spycharką zasypano i nawet ubito grunt jeżdżąc wokół. Było to 22 sierpnia.

Następnego dnia do inwestora dotarła moja książka, o której istnieniu ktoś zachwalał na jakimś forum. Inwestor z ciekawością zagłębił się w książkę i... jak do mnie napisał kilka dni później „no i zaczęło się...”. Dowiedział się, że ledwie fundamenty a już popełniono kilka ważnych błędów: brak szalunku do betonu podkładowego, brak hydroizolacji na nim bo są rdzenie, ławy to nie ławy, hydroizolacja od wewnątrz to tylko grunt przepuszczalny dla wody, słupy i rdzenie nie tylko stoją w wodzie, ale nie są zabezpieczone przed wodą! Jakby tego było mało, inwestor poszedł na budowę, by przyjrzeć się fundamentom i... natychmiast spostrzegł, że w czterech miejscach fundament... pękł!

Zaraz napisał do mnie z pytaniem o pomoc i przesłał serię zdjęć, żałując że o książce dowiedział się za późno. Wtedy pomyślałem o wymownych zdarzeniach w kilku grupach to na FB. Otóż, kiedy informowałem w nich o wydaniu swojej książki, że można ustrzec się błędów, to napadło na mnie kilka osób i administratorzy, że trolluję, że spamuję i... usunięto mnie i moje informacje. Ciekaw jestem, ilu jeszcze inwestorów te bezrozumne istoty „uszczęśliwiły”? Ilu jeszcze napisze do mnie, że żałują iż o książce nie dowiedzieli się wcześniej? Ilu?

Poprosiłem o projekt budowlany i okazało się, że projektant nie przewidział wieńca na fundamentach. Zapewne uznał, że dom ma być tylko parterowy z poddaszem użytkowym, to i wieniec niepotrzebny. Uważam, że wieniec zawsze powinien być projektowany na fundamentach - za wyjątkiem wylewanych monolitycznych. Oczywiście w murach z bloczków betonowych, można i bez wieńca, ale wówczas zasypywanie fundamentów musi być równoczesne z obu stron tej samej grubości warstwami, by nie wywierać parcia bocznego na ściany. Który jednak wykonawca o tym wie? Który?

Cóż, w tym wypadku, najlepiej byłoby rozebrać mur fundamentowy, a na dobrą sprawę rozebrać całość i... zacząć od początku. Tego fundamentu już się nie da wyprostować. Dla uniknięcia poważnych kosztów przywrócenia poprawności można wykonać wieniec po obwodzie w takim stanie jak jest i powiązać jego zbrojenie ze zbrojeniem słupów i rdzeni. Dopiero po miesiącu (czyli na wiosnę) murować ściany domu. Oczywiście, trzeba od wewnątrz wykonać poprawną hydroizolację masą typu KMB wcześniej wypełniając nią widoczne szczeliny pęknięć. Oczywiście kosztem brakującego wieńca obciążyć projektanta, kierownika budowy i wykonawcę - samych „fachowców”. Ech...?

Odpowiedz na ten wątek

Ta strona używa plików cookie i innych technologii śledzenia do rozróżniania poszczególnych komputerów, ustawiania spersonalizowanych usług, celów statystycznych i analitycznych oraz dostosowywania treści i reklam. Ta strona może również zawierać pliki cookie innych firm. Jeśli nadal korzystasz z witryny, zakładamy, że akceptujesz bieżące ustawienia, ale możesz zmienić je w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj: Polityka prywatności