Słowo o ENTEROPATII ZGUBNOBIAŁKOWEJ Coraz częściej słyszę...

Słowo o ENTEROPATII ZGUBNOBIAŁKOWEJ

Coraz częściej słyszę i czytam o tej nieuleczalnej chorobie, więc zgodnie z obietnicą dzielę się z wszystkimi na grupie historią choroby naszej adoptowanej Bigotki, licząc na to, że nie popełnicie błędów, które były naszym udziałem.

Objawy choroby: nawracające wciąż wodobrzusze (suka wygląda jak w ostatniej fazie przed porodem) z jednoczesnym wychudzeniem ciała (kręgosłup i żebra zupełnie na wierzchu, powleczone skórą i duży, wiszący do ziemi brzuch). Ogromne braki witaminy B12 i jeszcze większe deficyty kwasu foliowego. Biegunki na przemian z obstrukcjami. Przelewanie w brzuchu jak przy zatruciu pokarmowym. Apetyt zwykły, jak u mopsa, ale pies bardzo smutny (ogon pod brzuchem), osłabiony, podatny na robaczyce wszelkiego rodzaju (u nas robaki ptasie), oraz inne infekcje zewnętrzne (u nas zapalenie jelit w przebiegu z wysoką gorączką).

Leczenie weterynaryjne: głównie objawowe polegające na spędzaniu farmakalogicznym płynu z brzucha (leki moczopędne), a jak te przestały działać, bo organizm psa się na nie uodparnia, punkcje otrzewnowe (u nas wykonywane pięciokrotnie). Do tego leki przeciwzapalne, leki moczopędne, stosowne środki odrobacze, kroplówki wzmacniające i nawiadniające.

Czas trwania choroby: w zależności od znalezienia przyczyny (u nas 8 miesięcy)

Co u nas pomogło: karma bezmięsna, bezglutenowa pozyskiwana z soi (u nas PURINA HA)

Radzimy:

  1. Znaleźć jednego, godnego zaufania weterynarza, który posiada USG (konieczność!) i NIE KONSULTOWAĆ psa u innych wetów. Nawet jeśli radzą tak działaczki stowarzyszeń, z których psy są adoptowane. Generuje to tylko ogromne koszty, a nie wnosi nic nowego do sprawy. Nasza Bigotka była leczona przez pięciu weterynarzy, a prawidłowa diagnoza została postawiona od razu na pierwszym spotkaniu przez dr IMIOŁA z Kliniki Fabisz Stefanek w Chorzowie. Zapowiedział nam, że walka o życie Bigotki będzie ciężka i niesie ze sobą duże ryzyko niepowodzenia. Postawił na właściwy dobór karmy zalecając karmę HA na bazie soi. Nie było jej wtedy jednak w lecznicy. Dostaliśmy inną, równie dobrą wg ich opinii, też HA, ale objawy się zaostrzyły... i postanowiłyśmy skonsultować Bigotkę u innego weta, co było błędem.

  2. Trzymać wszystkie badania i rachunki za leczenie/diagnostykę psa u siebie w domu. Nie dać się zbyć, że badania będą w klinice zawsze dla nas dostępne. To u nas się nie sprawdziło i bardzo drogie badania z wysyłaniem do niemieckich specjalistycznych laboratoriów płynu otrzewnowego ściągniętego punkcją były powtarzane...

  3. Nie liczyć na pomoc stowarzyszeń, z których psa adoptowaliście. Zawsze to bardzo ładnie na forach wygląda, ale się kończy, kiedy podopiecznego dopada ciężka choroba. Radzić Wam będą kolejne konsultacje u kolejnych weterynaryjnych sław, na które wydacie multum kasy, a nie posuniecie się wiele do przodu ani w diagnozie ani w leczeniu.

  4. Nie wstydźcie się prosić o pomoc w grupach, w których jesteście. Ja poprosiłam szefową Mopsy Śląskie, agnieszka7 o pomoc i otrzymałam ją w najtrudniejszym momencie. Zorganizowano bazarek, po którym pieniądze na diagnostykę i leczenie Bigotki się znalazły. Moja skrzynka wiadomości prywatne pękała w szwach od słów otuchy i wsparcia. Było mi to bardzo potrzebne. Z tego miejsca powtórnie dziękuję i dziękować będę Wam zawsze.?

  5. Czytajcie opisy karm weterynaryjnych. Porównujcie ich składy i stopniowo eliminujcie te, które nie są odpowiednie. U nas udało się za piątą zmianą. Nie wierzcie, kiedy Wam mówią, że pies musi jeść karmę przez 6 tygodni aby była poprawa. U nas poprawa była prawie natychmiastowa!!!!!

  6. Gdy dopada Was zwątpienie podczas psiej choroby dzwońcie/piszcie do tych, którzy psy mają. Dadzą Wam wsparcie i pomogą w podejmowaniu codziennych decyzji. Nie bójcie się okazać łez czy histerii. Ci, którzy są z Wami będą Was wspierać nawet jeśli czasowo Wasze postępowanie nie jest racjonalne. Z tego miejsca chcę jeszcze raz podziękować mojej córce martyna176. Była biorcą moich trudnych emocji, a cały czas mnie wspierała i była przy Bigotce, kiedy ja rozklejałam się totalnie. Dziękuję Agnieszka Kusz za rozmowy telefoniczne, organizację bazarku i zrozumienie, dziękuję marta78514 za wsparcie i ciepłe słowa, za dyskretne trwanie na posterunku i wszystkim innym osobom, które nie sposób wymienić z imienia i nazwiska, które były w tych trudnych chwilach ze mną. Są to również bezimienne osoby, które z ramienia Adopcje Buldożków (SAB) pomagały naszej Bigotce finansowo po ogłoszeniu bazarku na ich stronach. Całością organizacyjną z ich ramienia zajmowała się dominika30117, której bardzo za to dziękuję (osoby które poczuły się dotknięte informuję, że część podziękowań system fejsbuka mi obciął?). Stało się to bez mojego udziału i czym prędzej edytując uzupełniam.

Na zdjęciach nasza Bigotka w czasie ostrej choroby i jako ozdrowieniec

Odpowiedz na ten wątek

Ta strona używa plików cookie i innych technologii śledzenia do rozróżniania poszczególnych komputerów, ustawiania spersonalizowanych usług, celów statystycznych i analitycznych oraz dostosowywania treści i reklam. Ta strona może również zawierać pliki cookie innych firm. Jeśli nadal korzystasz z witryny, zakładamy, że akceptujesz bieżące ustawienia, ale możesz zmienić je w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj: Polityka prywatności