Witamy serdecznie i dziękujemy za przyjęcie do grupy! Nasze...

Witamy serdecznie i dziękujemy za przyjęcie do grupy! Nasze problemy zaczęły się pod koniec marca. Zmniejszona aktywność, lekkie zataczanie się, czasami Drago chodził tak jakby kulał... Myślałam, że to jakieś przemęczenie po spacerze, bo w końcu to 8 lat i czasem może się zdarzyć, że tu zaboli, tam strzyknie... Poszły leki przeciwbólowe. Ale mimo podawania ich jakoś nie specjalnie widziałam poprawę. Po konsultacji telefonicznej z Polskim weterynarzem i zapoznaniu się z forami internetowymi zaczęłam podawać syplementy diety. Oczywiście Pan weterynarz uprzedził mnie, że efektu w trybie "now" nie będzie i trzeba podawać je przez kilka miesiecy, żeby jakaś różnica była. Nie było. Poszły silniejsze leki przeciwzapalne... Nie dało to nic. W trakcie tych kilku miesiecy udało mi się uzbierać odpowiednią sumę pieniążków i udać się do tutejszego weterynarza. Mieszkam w Londynie. Ktoś mógłby mi wytknąć, że pewnie nieźle zarabiam i musiałam czekać aż kilka miesiecy na wybranie się psem do weta... A jednak. Jestem tu śiwerzakiem i mimo lepszych zarobków, opieka weterynaryjna jest tu obłędna. Pod kontem cen i specjalistów. Dla przykadu poinformowano mnie, że rentgen kosztowac mnie będzie 200funtów, operacja dysplazji stawów to wydatek 7tys funtów... Pies bez ubezpieczenia nie ma tu szans na przeżycie, a kiedy przyjechałam tutaj mój Drago na wszelkie "pakiety" już się nie łapał, bo był dla ubepieczycieli za stary!!! A inne ubezieczenia obejmowały jakieś podstawowe choroby i miały sporo niedocągłości i po wysłuchaniu się od ludzi jakie to oni problemy z ubezpieczycielami nie mają odpuśicłam. A więc ta tutejsza Pani weterynarz obejrzała psa i stwierdziła artretyzm. Tak na oko. Powiedziała, że nie można tego wyleczyć, ale można zaleczać. Dała leki. Miałam podawać Inflacam w strzykawce po posiłku bezpośrednio do pyska i Tramadol x 3 tabletki dziennie. Poszło mi 60futów. Po kilku dniach zauważyłam poprawę. Po tygodniu wróciliśmy znowu w celu kontroli. Jednak pomijając te kilka dni gdzie Drago odżył, specjalnej poprawy nie widziałam. Jednak weterynarz spierał się ze mną, że i owszem widać, bo przy ostatniej wiycie od razu się kładł, a tym razem już od 5 minut stoi... Słysząc to... Skrzydła mi urosły. Pomyślałam wtedy, że jestem laikiem, że się nie znam... Że przecież, to WETERYNARZ więc WIE CO MÓWI!!! Zaleciła mi jeszcze masaże 3 razy dziennie po 10 minut na jedną nogę. Minimum. I 7 spacerów dziennie po 5-10 minut. Wtedy lekką ręką dałam ponad 100funtów za leki. Ale po jakichś 2 tygodniach podawania leków i ciągłego masowania, nie widziałam poprawy a wręcz przeciwnie... Drago zaczął załatwiać się pod siebie... Tylko mocz. Było to czymś niesamowitym, bo w życiu nie załatwił się w ogrodzie. NIGDY! A już o robieniu pod siebie nie wspomnę. Wygląda przy tym tak, jakby był całkiem nieświadomy tego co robi. Podejrzewałam leki. Że za silne i zniszczyły mu nerki... Poczytałam trochę o lekach na internecie i jak się okazało tramadol... Jest silnym lekiem dla ludzi, który oprócz tego, że jest lekiem przeciwbólowym nic nie daje. Skontaktowałam się z "cudowną" weterynarz. Powiedziała, że mimo to mam dawać leki tylko w mniejszej dawce. Tym razem już nie zaufałam. Skontaktowałam się ze znajomym weterynarzem mojej przyjaciółki. Powiedział, że Boże broń podawać mu to dalej. Że jak to tak na oko można stwierdzić, bez badania moczu, krwi i jakiegoś prześwietlenia. Na pęcherz polecił mi podawanie urofuraginum z witaminą C. Jeśli nie pomoże mam mu podać antybiotyk. Nie pomógł. Od 3 dni jsteśmy na antybiotyku. Również nie widzę poprawy... Masaże zaprzestałam, bo zapach moczu jest tak silny, że ciężko mi to robić nawet w rękawiczkach, a już zwłaszcza po 20 minut. Nie mogę codziennie szorować go, bo traci barierę ochronną i kąpiele również nie są dla niego przyjemnością, a już pomonę, że teraz nie mogę trzymać go w domu z racji moczenia się. Karina Kkarina znalazła mój wpis gdzieś na fb i poleciła tą grupę. Znalazłam tutaj trochę informacji miedzy innymi o DM. I że moczenie występuje przy tej chorobie.? Całe życie słyszałam o dysplazjach, chorobach końskiego ogona, niedowładzie... Ale DM? Pomijając sprawy nerek i moczenia... Widzę, że stan tylnych łap jest coraz gorszy. Od kilku dni mój Drago porusza się na wózku inwalidzkim. Nie jest w stanie samodzielnie wybrać się na spacer. Szura tylnymi łapkami tak, że zakupiłam również specjalne obuwie, bo pazury pozdzierał do krwi... Przepraszam za tą moją litanię, ale czuję się bezradna, a tak bardzo zależy mi na życiu mojego psa, zwłaszcza, że całym sobą pokazuje, że on jeszcze nie chce mnie opuszczać, że to jeszcze nie jego czas. Jednak moje fundusze kurczą się z dnia na dzień i nie wiem jak mam temu wszystkiemu podołać i czy są jakieś szanse, że jego stan się polepszy...

Odpowiedz na ten wątek

Ta strona używa plików cookie i innych technologii śledzenia do rozróżniania poszczególnych komputerów, ustawiania spersonalizowanych usług, celów statystycznych i analitycznych oraz dostosowywania treści i reklam. Ta strona może również zawierać pliki cookie innych firm. Jeśli nadal korzystasz z witryny, zakładamy, że akceptujesz bieżące ustawienia, ale możesz zmienić je w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj: Polityka prywatności